Teomachia: Skąd się wzięły Mity Cthulhu w Teomachii?

W chwili, gdy przygotowujemy niniejszy wpis, od kilkunastu minut na liczniku naszej kampanii na Wspieram.to widnieje 138%, co oznacza, że na pewno wydamy dodatek wprowadzający do „Teomachii” „Mity Cthulhu” oraz „Mitologię egipska”. Po raz kolejny uczestnicy crowdfundingowej akcji okazali Fabryce Gier Historycznych swoje zaufanie i wiarę w to, że dostarczymy im dobry produkt. Dziękujemy za to serdecznie. Nie byłoby jednak tego zaufania i pewności co do naszych poczynań, gdyby nie nasza wieloletnia obecność w branży gier – jako fanów, recenzentów, publicystów, autorów, czy wreszcie wydawców. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie doświadczenie, jakie zdobyliśmy jako funkcjonująca na tym trudnym rynku firma. Nie byłoby także naszej kolejnej udanej kampanii, gdyby nie pewien szczęśliwy zbieg okoliczności i fakt, że odpowiedni ludzie trafili na siebie w odpowiednim czasie. Chcecie wiedzieć jaka była historia projektu pod nazwą „Mity Cthulhu w Teomachii”?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, powinniśmy się cofnąć w czasie o jakieś… 19 lat. Wtedy właśnie dwóch uczniów tej samej klasy w jednej z lubelskich szkół podstawowych odkryło, że ma te same zainteresowania – literaturę fantastyczną i gry fabularne. Adam grał wtedy w RPG od około roku, Piotrek dopiero odkrywał „ponury świat niebezpiecznych przygód” (tak, obaj wychowaliśmy się na pierwszej edycji „Warhammera”). Chłopcy zaczęli umawiać się na wspólne sesje, wkręcać w hobby innych znajomych, po kilku latach odkryli konwenty fantastyki, najpierw lokalne, w swoim mieście, potem zaczęli również odwiedzać imprezy w innych rejonach Polski. Standardowa historia. Piotrek zafascynowany był horrorem, a w szczególności systemem RPG „Zew Cthulhu”, w którym debiutował jako Mistrz Gry i który uwielbia zresztą do dzisiaj. Adam od początku kochał tworzyć. Pisał własne settingi do gier fabularnych, opracowywał mechaniki itd. Zostanie autorem jakiegoś oficjalnie wydanego tytułu było kwestią czasu. Na przełomie lat licealnych i studenckich drogi chłopaków nieco się rozeszły, aby dość niespodziewanie skrzyżować się dwa lata temu, już na płaszczyźnie zawodowej, kiedy to Piotrek opuścił szeregi krakowskiego wydawnictwa Kuźnia Gier, aby związać się z FGH, młodą firmą, której współzałożycielem był jego kumpel ze szkolnej ławki.

Drugi rozdział historii miał miejsce na targach w Essen w 2013 r., pierwszych, w których brała udział ekipa FGH. Piotrek, wówczas już nie grał w RPG (bo wyniki rzędu jednej sesji rocznie raczej nie pozwalają tytułować się aktywnym graczem), wciąż jednak darzył uwielbieniem ZC i Sandy’ego Petersena, autora tego systemu. Chyba nie musimy nikomu tłumaczyć, jak podekscytowany był nasz polski fan Cthulhu, gdy odkrył, że Sandy jest jego sąsiadem w hali, posiadającym niewielkie stoisko kilkanaście metrów od stoiska FGH (które dzieliliśmy wówczas z Phalanxami – serdeczne pozdrowienia!). Fan, jak to fan, musiał mieć autograf i zdjęcie z idolem. Po dopełnieniu tych „formalności”, zobaczywszy czerwoną koszulkę z logiem Historical Games Factory, Sandy Petersen natychmiast zapytał o naszą firmę, skąd jesteśmy i czy też jesteśmy wystawcami. Przez całe targi kilka razy odwiedzaliśmy się w wolnych chwilach (których jednak nie było zbyt dużo), rozmawialiśmy o grach, historii, polskich filmach (dacie wiarę, że twórcy Zewu Cthulhu podobała się „Bitwa Warszawska” Hoffmana?), żartowaliśmy i gdzieś pod koniec imprezy padł niezobowiązujący tekst, że fajnie byłoby wrzucić Mity Cthulhu do którejś z naszych gier. Tak się zaczęło.

Pomysł schowany z tyłu głowy i traktowany raczej w kategorii śmiesznej ciekawostki zaczął kiełkować w okolicach Pyrkonu, którego Sandy był zagranicznym gościem. Tam spotkaliśmy się ponownie i przedstawiliśmy konkretną propozycję – lovecraftowscy bogowie jako frakcja w „Teomachii”. Temat powoli rozkręcał się do następnego Essen, gdzie Sandy wraz z synem Lincolnem zagrali w naszą grę i podjęli decyzję niemal od razu – wydajmy to po angielsku wspólnie! Następne 3 miesiące były istnym szaleństwem – codzienna wymiana ton maili, cotygodniowe konferencje na Skype (a przeskoczyć różnicę czasu pomiędzy Polską a Teksasem nie było prosto), zlecanie ilustracji do wykonania, projektowanie i testowanie nowych kart, opracowywanie struktury kampanii i wreszcie start pod koniec stycznia. Zebranie kwoty wymaganej do produkcji gry zajęło niecałe 7 godzin. Tej nocy kładliśmy się spać bardzo szczęśliwi.

Podobne odczucia towarzyszą nam dzisiaj, kiedy wiemy, że dzięki Waszej pomocy dodatek „Mity Cthulhu” ukaże się również po polsku. Od początku chcieliśmy w jakiś sposób udostępnić nowe panteony posiadaczom podstawowej wersji gry, bez zmuszania ich do inwestycji w angielską edycję (a właściwie dwie, gdyż w Stanach „Teomachia” ukaże się jako osobne gry: „Theomachy: The Ancients” i „Theomachy: The Warrior Gods”), a sukces wcześniejszej zbiórki na wydanie „Mitologii słowiańskiej” utwierdził nas w przekonaniu, że crowdfunding to dobra droga. Wiele osób twierdzi, że działalność profesjonalnych firm na platformach finansowania społecznościowego wypacza czy wręcz zabija ducha tej formy pozyskiwania funduszy. Że nie jest to już dobrowolna zrzutka na wsparcie fajnego fanowskiego pomysłu, a najzwyklejsza przedsprzedaż konkretnego towaru. W wielu przypadkach pewnie jest to prawda. I chociaż my jesteśmy firmą, a nie osobami prywatnymi, wciąż wierzymy, że „Mity Cthulhu” mają w sobie wiele z fanowskiego projektu. Powstały w końcu tylko dlatego, że pewien fan pewnej gry nie bał się podejść do jej autora i poprosić o autograf.

cel-projektu

 

  • Bardzo fajna historia. Co do firm na stronach crowdfundingowych – jesteście firmą bo tego wymaga prawo ale przede wszystkim jesteście fanami gier i fantastyki:)