Bitwa o Nirador – wstęp

Od 2 godzin siedzę i myślę jak rozpocząć ten wpis. Więc może bez ceregieli rzucę kawę na ławę. Niedługo na Wspieram.to będę miał zaszczyt rozpocząć kampanię promującą nową grę planszową. „Bitwa o Nirador” – bo tak będzie się nazywać – będzie połączeniem strategii, planowania i RPG. Przeniesiemy się w sam środek konfliktu między dwoma państwami – Atrydium i Galos. Nie wcielimy się tutaj jednak w żadnego dowódcę czy generała. Armie będą walczyć „po swojemu”, a pod naszą kontrolę zostaną oddane zaledwie trzy jednostki. Co gorsza – tymi trzema jednostkami trzeba będzie przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść! Pocieszający może być fakt, że nie będzie to zwyczajne, szeregowe mięso armatnie. Naszą drużynę będziemy kompletować z puli dziesiątek herosów – postaci o umiejętnościach bitewnych znacznie przewyższających przeciętnego śmiertelnika. Do wyboru będą zarówno postacie walczące wręcz jak i dystansowo. Kluczem do zwycięstwa będzie odpowiedni dobór naszych postaci. Z jednej strony – powinny one ze sobą współpracować, z drugiej zaś – dobrze by było gdyby kontrowały postacie przeciwnika. Wraz z upływem bitwy, nasi bohaterowi będą zdobywać kolejne „poziomy doświadczenia” i uczyć się coraz to potężniejszych umiejętności. Każdy z nich ma trzy podstawowe umiejętności i to Wy będziecie decydować, których z nich będą się uczyć Wasze postacie. W między czasie trzeba cały czas uważać, żeby nie zapuścić się za bardzo za linię wroga – bo jak mawia stare porzekadło: „Gdy ludu kupa i Herkules d**a!”.

W założeniach – produkt finalny powinien być przede wszystkim prosty w odbiorze. Każda rozgrywka powinna trwać maksymalnie do dwóch godzin. No i fajnie by było – gdyby każda rozgrywka była też inna. Niektórzy mogą tu zobaczyć pewne analogie do komputerowych tytułów takich jak Dota2, League of Legends czy Heroes of the Storm. Przyznam bez bicia, że jeden z powyższych był inspiracją do Bitwy o Nirador. To co mnie urzekło w tych grach, to ich duża regrywalność – cała masa postaci i każda o całkowicie odmiennym stylu gry. Najpierw przez kilka tygodni obmyślałem jak to przenieść na planszę, nie tracąc przy tym grywalności i dynamiki. Kolejne miesiące upływały na testach, poprawkach, upraszczaniu, upraszczaniu i upraszczaniu. Obecnie jestem na finiszu – grywamy ze znajomymi, są emocje, jest fun. Brakuje tylko pe-el-enów na wydanie gry dla szerszego grona…

Na sam koniec pragnę Wam zaprezentować pierwsze dwie postacie, które na pewno wezmą udział w Bitwie o Nirador. Pierwszą z nich jest płatny zabójca Ussahar. Preferuje on nieczystą walkę i „kombinuje” jak zaatakować w najgorszym dla przeciwnika momencie. Nikogo zatem nie powinien dziwić fakt, że jedną z jego umiejętności będzie przysłowiowy nóż w plecy. Umiejętność ta umożliwi natychmiastowe uśmiercenie osłabionego bohatera. Jak na każdego szanującego się skrytobójcę, jego sztylet pokryty jest trucizną – co oznacza że niepozorne nawet zadrapania mogą się dla wrogiego bohatera źle skończyć. W jego repertuarze nie mogło też zabraknąć skradania się – w końcu jak mawia inne stare i dobre porzekadło: „Dobry zabójca to cichy zabójca”. O samym Ussaharze nie wiadomo zbyt wiele – w końcu który skrytobójca publicznie chwali się swoją tożsamością? Plotki mówią, że należy on do wymierającej już rasy yuan-ti – czyli pół-ludzi, pół-węży.

Drugą postacią jest Ivet – leśna driada, która interesowała się tylko swoim lasem. Na wojnie znalazła się tylko dlatego, że jedna z armii nierozważnie zasiała w nim spustoszenie. Sama Ivet jest dość krucha i słaba. Nadrabia to jednak swoimi umiejętnościami, które dla reszty drużyny są bezcenne. Pierwsza z nich to naturalne uzdrowienie, dzięki któremu nawet najgorzej poraniony sojusznik może szybko stanąć na nogi. Silna więź z lasem umożliwia jej również kontrolę nad roślinnością. Ulubioną sztuczką Ivet jest wypuszczenie z ziemi dzikich pnączy, które oplatają swoje ofiary uniemożliwiając im poruszanie się. Jako opiekunka lasu, potrafi się też komunikować z jego mieszkańcami. Szczególnie niebezpieczne są niedźwiedzie, które na jej prośbę potrafią przyłączyć się do armii i wraz z nią zmierzać w kierunku wrogiej stolicy.

Ufff, miało być krótko a rozpisałem się… reszta postaci w kolejnym wpisie! A jak zostanie trochę miejsca, to dorzucę też projekt instrukcji… także do następnego! 🙂