Czy crowdfunding jest nam potrzebny?

Dzisiaj crowdfunding (finansowanie społecznościowe) jest jednym z najpopularniejszych tematów związanych z Internetem i z wszelkiego rodzaju akcjami opartymi na wzajemnym zaufaniu oraz chęci pomocy innym w realizacji swoich marzeń. Z miesiąca na miesiąc coraz więcej ludzi mówi o tym również w Polsce, ale niestety bardzo często spotykam się jednak z mylnym i niewłaściwym postrzeganiem tego zjawiska. Tą serią artykułów chciałbym nie tylko przybliżyć pojęcie finansowania społecznościowego, ale przede wszystkim pokazać jak ono wygląda w naszym kraju. Mam nadzieję, że ten blog powstały z inicjatywy platformy Wspieram.to (firmy, w której pracuję) oraz ZnadPlanszy.pl będzie początkiem czyjejś przygody z crowdfundingiem i realizacją jego własnych planów, a innych zachęci do pomocy w ich ziszczeniu. Jeżeli zadałeś sobie kiedyś pytanie „Do czego nam potrzebne jest to całe finansowanie społecznościowe?”, to tutaj dostaniesz na to odpowiedź.

Może Was to zdziwi, ale crowdfunding ma już prawie 20 lat. Mimo że nazwa brzmi obco, to określa ona po prostu finansowanie (z ang. funding) projektów przez ludzi/tłum (z ang. crowd). Do tej pory powstało wiele platform, na których możliwe jest założenie własnego projektu i zorganizowanie zbiórki, podczas której każdy zainteresowany może przekazać drobną wpłatę na rzecz wybranego przez siebie pomysłu.

Największym i najpopularniejszym na świecie serwisem zajmującym się finansowaniem społecznościowym jest bez wątpienia amerykański Kickstarter. To on zapoczątkował bum na tego typu finansowanie i można spokojnie założyć, że to właśnie Kickstarter jest platformą, która wprowadziła crowdfunding „pod strzechy”. W naszym kraju prym wiedzie Wspieram.to. Ten największy tego typu polski serwis powstał na początku 2013 roku. Na sukcesy nie trzeba było długo czekać. Już pierwsze projekty pokazały, że finansowanie społecznościowe w Polsce mają olbrzymi potencjał i to wśród wielu różnorodnych grup odbiorców.  Jak dotąd największe kwoty poprzez Wspieram.to zebrały projekty: stworzenie znanej czytelnikom ZnadPlanszy gry planszowej „Pan Lodowego Ogrodu” – 125 tys. złotych i reaktywacja magazynu „Magia i Miecz” – 99 tys. złotych. Te liczby najlepiej pokazują, że coraz więcej ludzi dostrzega siłę w stosunkowo nowym zjawisku, jakim jest finansowanie społecznościowe.

Dla większości crowdfunding to głównie pieniądze zebrane na realizację jakiegoś projektu. Ale nie jest to jedyny potencjał tego typu inicjatyw. Zamieszczenie projektu na portalu crowdfundingowym przynosi nie tylko korzyści finansowe. To przede wszystkim szansa by zaprezentować siebie i swój zespół i aby przestać być anonimowym. Obecnie anonimowość w biznesie nie jest ceniona, bo kojarzy  się często z różnego rodzaju „przekrętami” finansowymi. Podczas trwania kampanii możemy przedstawić naszą ekipę w sposób, który pozwoli potencjalnym wspierającym dostrzec naszą pasję, szczerość i chęć rozwoju. Tylko tak uda nam się zgromadzić wokół siebie prawdziwą grupę fanów.

Dodatkowo za pomocą narzędzi marketingowych oraz wsparcia, jakie oferują serwisy finansowania społecznościowego mamy szansę dotrzeć z naszym pomysłem do tysięcy ludzi w Polsce, a nawet i na całym świecie. Do korzyści ze zdobycia dużej ilości fanów nie muszę nikogo przekonywać. Zdarza się również, że organizatorzy zbiórek są zapraszani na spotkania branżowe czy spotkania jako prelegenci. To idealne miejsca, żeby opowiedzieć o swojej wizji, celach i doświadczeniu przed potencjonalnymi wspierającymi, ale również pracodawcami i wspólnikami;

Osoby, które wybierają tego typu wsparcie finansowe do realizacji swoich pomysłów, przeważnie działają samemu, bez pomocy innych. Dzięki crowdfundingowi można to zmienić. Jeśli będziemy aktywnie promować się w sieci, mediach i podczas spotkań to z pewnością w końcu trafimy na kogoś, kto będzie chciał nam pomóc. Wystarczy jedynie zarazić go naszą pasją, a projekt na platformie crowdfundingowej na pewno nam w tym pomoże, bo pokazuje, że nie są to tylko nasze puste słowa, ale stoi za nim konkretny produkt.

plo

Jeżeli uda nam się zebrać założoną kwotę, o wiele łatwiej będzie nam w późniejszych etapach rozwijać sfinansowany projekt oraz rozmawiać z potencjalnymi inwestorami, jeśli zebrana kwota okaże się dla nas zbyt mała. To ważne, bo zaufanie i rzetelność, to obecnie najważniejsze składowe wszystkich działań biznesowych. Inwestorzy bardzo przychylnie patrzą na udane projekty crowdfundingowe. Wychodzą z założenia, że jeśli udało Ci się pozyskać 10 tys. i dobrze je zainwestować, to co jesteś w stanie zrobić z większą kwotą.

Prawdopodobnie najważniejsze są jednak nowe doświadczenia i rozwój umiejętności. Przecież właśnie one kształtują nasze życie i pomagają przy realizacji kolejnych naszych pomysłów. Profesjonalnie wyglądający projekt crowdfundingowy niczym się nie różni od np. dobrze zrealizowanego zadania od wymagającego szefa. Nawet jeśli nie zbierzemy 10 tys. zł, to z pewnością wiele się nauczymy, a to przełoży się na nasze późniejsze sukcesy.

Należy pamiętać również, że wspierający również nic nie tracą. Wpłata konkretnej kwoty najczęściej wiąże się z przyznaniem nagrody, adekwatnej do progu wsparcia. 

 A co w takim razie zyskują osoby, które zaufają i będą chciały wesprzeć projekt crowdfundingowy? Oprócz wspieranego produktu mają dostęp do unikalnych nagród. Bardzo często nagrody dostępne podczas zbiórki nie będą do kupienia nigdzie indziej. Za kilka lat będą one prawdziwymi „białymi krukami” na rynku. Mają również  pierwszeństwo w dostępie – tzw. early access. W sytuacjach, kiedy projektodawca zbiera pieniądze na jakiś konkretny produkt, osoby, które go wsparły mają pierwszeństwo w dostawie oraz testach. Czyż to nie wspaniałe testować innowacyjne urządzenie jako pierwsi na całym świecie?

Bycie po tej stronie finansowania społecznościowego daje nam również możliwość nawiązania kontaktu oraz poznania nowych ludzi. Wspierając czyjąś inicjatywę możemy otrzymać nie tylko ciekawy produkt, ale również poznać ludzi skupionych wokół projektu, którzy mogą stać się naszymi dobrymi znajomymi.

Jak widzicie, finansowanie społecznościowe to przede wszystkim budowanie relacji i wymiana dóbr pomiędzy projektodawcami a tłumem. Jak już napisałem na wstępie,  będę starał się przekazać jak najwięcej rad dla projektodawców i wspierających. Chcę również opisywać ciekawe projekty z Polski i świata oraz zachęcać do pogłębiania swojej wiedzy z zakresu crowdfundingu. Jestem zafascynowany finansowaniem społecznościowym i chciałbym tę fascynację przekazać również Wam.

Na koniec gorąca prośba z mojej strony. Jeżeli macie jakieś pytania związane z crowdfundingiem, na które szukacie odpowiedzi, to napiszcie je w komentarzu. Postaram się na nie odpowiedzieć. Chciałbym, żeby ten blog był nie monologiem, ale żywym dialogiem. Przecież głównym hasłem crowdfundingu jest „zróbmy coś razem” 🙂

  • O ile sama idea tłumnego finansowania ciekawych projektów jest w założeniu szczytna, o tyle moja mama zawsze mówiła, że “kota można zagłaskać na śmierć”. Przeglądając najróżniejsze serwisy i blogi poświęcone szeroko rozumianemu fandomowi oraz grom komputerowym mam wrażenie, że przynajmniej raz w tygodniu ktoś namawia mnie do wsparcia ciekawej (jego zdaniem) inicjatywy. Czuję się nieco osaczony. I owszem możecie powiedzieć, że nie ma przymusu finansowania projektów, etc. ale…

    …zauważam pewną analogię do polskiego szumnego startu wszelkich zakupów grupowych. Na początku było fajnie, kupony szły jak burza, można było wyrwać na prawdę ciekawe oferty. Potem nastąpił przesyt, w portalach zaczął pojawiać się straszny crap i jakoś to wszystko siadło (owszem istnieje nadal ale dynamika już nie ta sama).

    Wydaje mi się, że może tak samo być ze zbiórkami. Że się przesyci, każdy będzie chciał aby finansowano wszystko, zainteresowanie (ze zmęczenia) siądzie i przegapi się potencjalne perełki.

    To tyle z wróżenia z fusów. Teraz bardziej przyziemnie. Wyobrażam sobie, że spotyka się Bartek i Tomek, mają fajny pomysł na grę ale w portfelu tylko na piwo. Zaczynają zatem zbiórkę aby wydać wymarzoną grę (płytę, komiks, etc.). Udaje się, chłopaki wydają dobrze odebraną grę i znajdują zatrudnienie w istniejących wydawnictwach. To jest zbiórka.

    Spotyka się ciało decyzyjne wydawnictwa X. Mają pomysł na grę i chcą wystartować projekt. Przerzucając odpowiedzialność finansową na potencjalnych kupców/graczy. Jak wyjdzie to wyjdzie, jak nie to trudno. Należy wspomnieć, że wydawnictwo istnieje już jakiś czas na rynku i ma za sobą zrealizowane projekty. Projekt się udaje, firma nie poniosła ryzyka, gra dobrze się sprzedaje. To jest żebractwo.

    Zanim spadną na mnie gromy. Uważam, że prowadzenie biznesu jest nierozerwalne z pojęciem ryzyka inwestycyjnego. Firma analizuje i śledzi trendy oraz wydarzenia na rynku, w którym się znajduje i przygotowuje na ich podstawie przemyślany plan wydawniczy. Odpala poszczególne projekty, które kończą się sukcesem lub porażką. W skrócie.

    Akcje z portalu wspieram.to inicjowane przez podmioty gospodarcze zwalniają je z odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Jak się nie uda zebrać sumy to się nic nie stanie. Jak się uda zebrać ale potem okaże się, że towar nie idzie to… też się nic nie stanie bo przecież został ufundowany. Zapominamy o sprawie, hajs się zgadza.

    Zdaję sobie sprawę, że skoro ludzie chcą wspierać takie projekty to znaczy, że mają one rację bytu. Vox populi, vox dei. Piszę tutaj jedynie o swoich odczuciach i postrzeganiu tego fenomenu. Ja tak to widzę.

  • Adam Kwapiński

    A czym konkretnie różni się mała jednoosobowa firma od dwóch gości rozmawiających przy piwie? Albo dwuosobowa? Gdzie należy postawić granicę? Ryzyko finansowe jest dokładnie takie samo. To, że ktoś widnieje w ewidencji działalności gospodarczej nic nie zmienia… Nie przepraszam. W naszym kraju zmienia, bo musi płacić 1000 zł ZUS’u co miesiąc – ale to temat poboczny. Nie wiem dlaczego mamy w Polsce cały czas dziwne podejście, że firma to coś innego niż ludzie. Oczywiście jest kwestia skali. I czym innym jest firma zatrudniająca kilkaset osób, bo za takim molochem ciężko czasem zobaczyć człowieka, który wpadł na pomysł rozwinięcia tego biznesu i to wykreował. Ale w czymś takim jak branża gier planszowych? Nie znam początków wszystkich wydawnictw gier planszowych ale obstawiam, że bardzo wiele z nich powstało własnie jako przedłużenie tego anegdotycznego piwa. I nijak nie widzę różnicy dlaczego w przypadku takich osób używasz dość obraźliwego słowa żebractwo (jeśli już to sprzedaż – tylko w innej formule), a w przypadku dwóch gości pijących wspólnie piwo już nie. Jedni i drudzy przerzucają ryzyko na klientów. Ale założenie, że tych dwóch gości ma mniej pieniędzy od wydawnictwa (a tym samym, że nie stać ich na wydanie gry) tylko dlatego, że nie posiada firmy jest mocno na wyrost.

  • Kamila Bugaj

    Ja z całym przekonaniem mocno wierzę, że takie działania i nie widzę w tym nic złego. Najważniejsze, aby się rozwijać, a dzięki takim inicjatywom można to robić. Ja osobiście wsparłam projekt https://wspieram.to/wedrowcy i uważam, że jak najbardziej słusznie zrobiłam. Widzieliście tą grę? Dla mnie jest naprawde rewelacyjna, i wierzę że się uda! Projekt warty zainteresowania.