Laboratorium Gier – warsztaty tworzenia gier “bez prądu”

LABORATORIUM GIER to weekendowe spotkanie, które odbyło się dzięki udanej kampanii na Wspieram.to w dniach 23-25 września 2016 r. Jego uczestnicy wzięli udział w warsztatach tworzenia gier planszowych, dzięki którym poznali bliżej procesy projektowania, testowania i rozwoju projektu gry, uczestniczyli w tworzeniu prototypów, zdobyli wiedzę dotyczącą kreatywnego myślenia oraz zapoznali się z dostępnymi modelami tworzenia gier planszowych od podstaw.

Po prostu, poznali tajniki tworzenia gier planszowych, co tylko z pozoru wydaje się prostą sprawą. Kolejne bloki pozwoliły im poznać wiedzę z zakresu testowanie, zarządzania, liczenia kosztów oraz szukania metod finansowania swoich projektów/pomysłów.

LABORATORIUM GIER skierowane było przede wszystkim do grupy osób projektujących swoje własne gry planszowe oraz takich, które dopiero o stworzeniu takiego projektu myślą.

Mieliśmy z góry określony cel i chcieliśmy go przez to spotkanie zrealizować. Gry można tworzyć dla samego siebie, do szuflady, dla znajomych, tworzyć dla firmy, pod projekty unijne czy po to, by osiągnąć nowy rekord zbiórki na Wspieram.to. Pomimo różnych powodów, cel wciąż pozostaje identyczny – stworzenie działającej gry planszowej. Laboratorium Gier dało możliwość nabycia wielu przydatnych umiejętności oraz wiedzy związanej z tematem projektowania gier “bez prądu”.

Poniżej możecie przeczytać wrażenia trenerów (mamy nadzieję, że pierwszego) LABORATORIUM GIER.

Maciej Jesionowski REBEL,  blog www.jatygry.pl

Pomysł na Laboratorium powstał w naszych głowach po wielu warsztatach, które odbywały się przede wszystkim w trakcie Festiwalu GRAMY. Wymyślona tam krótka forma ewoluowała do tego, co wydarzyło się na Przystanku Alaska. Sukces na wspieram.to był tylko pierwszym etapem. Zdawałem sobie sprawę, że najważniejsze będą same warsztaty. A zapowiadało się, że będzie na nich zimno…

I zimno było rzeczywiście. Ale zdaje się, że niska temperatura nie obniżyła lotów imprezy i tego, co działo się w czasie projektowania. Zaczynając od końca – powstało 7 bardzo ciekawych prototypów. Każdy z nich to wspólna, ciężka praca osób, które wcześniej nie miały szansy ze sobą współpracować. No i nie możemy zapomnieć o tym, że od przyjazdu do wyjazdu uczestnicy mieli niecałe 48 godzin (a tych godzin realnie było około 24)!  To był niesamowity wyczyn wszystkich – uczestników i kadry.

No i ta atmosfera! Znaleźć się w towarzystwie tylu zajaranych planszówkami ludzi, którzy nie chcą “tylko grać”, ale nastawieni są na projektowanie… WOW. Wielki szacun i bardzo miłe wspomnienia to to, co zostanie w mojej głowie na dłużej 🙂

Jacek Zdybel,  TREFL

Laboratorium Gier – edycja pierwsza. Miałem ogromną przyjemność uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. Kiedy Jesion po raz pierwszy zapraszał mnie do udziału, nie miałem przekonania. Przyznam szczerze, że miałem obawy, czy to się w ogóle uda. Mało czasu, przypadkowi ludzie w grupach i opiekunowie grup z różnych światów. To nie może przynieść nic dobrego – myślałem.

Na szczęście całkowicie się myliłem. Pierwszy dzień zakończył się podziałem na grupy. Moja była najmniej liczna, ale za to rewelacyjnie kreatywna i pracowita. W piątek omówiliśmy tylko kilka różnych pomysłów. Natomiast sobota to był pełen szał tworzenia! Burza mózgów, wycinanki, kolorowanki, ewolucja koncepcji. I tak do późnych godzin nocnych. Rano tylko ostatnie szlify i gotowe. Wreszcie czas ocen. Praca z moją grupą na tyle mnie wciągnęła, że  zupełnie nie wiedziałem, co robią inni. Dopiero w czasie oceniania przekonałem się, że absolutnie wszystkie grupy wykonały kawał dobrej roboty.

Moim zdaniem werdykt nie ma tak naprawdę znaczenia. Znaczenie ma tylko i wyłącznie to, że impreza całkowicie przerosła moje oczekiwania. Fantastyczni ludzie, doskonała atmosfera i unoszące się nad Przystankiem Alaska opary pomysłów to wystarczające powody, żeby już czekać na kolejną edycję.

Adam Kwapiński, Fabryka Gier Historycznych

Laboratorium Gier to inicjatywa, której kibicowałem od samego początku. To pokazanie najlepszych stron naszego hobby – otwartości, pasji i mnóstwa kreatywnej energii. I, mimo że ciężar organizacji imprezy wzięła na siebie ekipa z Rebela myślę, że Laboratorium jest czymś, co w bardzo fajny sposób może jednoczyć branżę i środowisko i przypominać wszystkim, że to nie tylko nasza praca, ale przede wszystkim pasja do gier.

Nie sądziłem, że formuła tak intensywnych warsztatów się sprawdzi. Do tej pory warsztaty, które prowadziłem, były znacznie dłuższe i przeprowadzały ludzi przez proces powstawania gry w spokojniejszym tempie. W końcu tworzenie gier wymaga czasu i bardzo często żmudnej pracy nad najdrobniejszymi elementami. Na szczęście okazało się, że się myliłem. Nie wiem czy to zasługa samych uczestników, klimatu samego wydarzenia czy innych czynników, ale efektami byłem zaskoczony. Powstało 7 gier. Gier, które może nie zwojowałyby rynku, ale takich, w które dało się zagrać i każda nadawałaby się do dalszych prac wydawniczych. Z niecierpliwością czekam na kolejną edycję, gdzie mam nadzieję spotkam zarówno weteranów, jak i zupełnie nowe osoby.

Marcin Wełnicki

Udział w Rebelatorium był dla mnie fascynującym doświadczeniem, znacznie bogatszym, niż się tego z początku spodziewałem. A czego się spodziewałem? Nie mając pojęcia, jakiego rodzaju będziemy gościć uczestników… game jamu pod czujnym okiem weteranów polskiego światka gier planszowych. Aż tyle i tylko tyle.
Zarówno uczestnicy, jak i organizatorzy, przerośli moje oczekiwania. Prelegenci – mieliśmy prelegentów! – przygotowali się bardzo rzetelnie i kto słuchał uważnie, ten przeskoczył kilka ślepych zaułków game designu. Uczestnicy – najróżniejsi, od „niedzielnych” graczy (mam nadzieję, że wybaczą mi to określenie) po starych wyjadaczy, planszówkowych bloggerów i mniejszych i większych wydawców – ale wszyscy pełni pasji do hobby i zapału do pracy. Przygotowane projekty – mniej lub bardziej udane, ale różne, intrygujące, często nowatorskie. Wszystko w atmosferze przyjacielskiego współzawodnictwa i kameraderii…

Sławomir Czuba, TOLG.eu

Bardzo się ucieszyłem, kiedy zaproponowano mi udział w Laboratorium Gier w roli trenera. Zbiegło się to w czasie z dużą zmianą w moim życiu, kiedy po prawie siedmiu latach na etacie i dziesiątkach wydanych tytułów zostałem samodzielnym projektantem gier. Kiedy dotarłem na Przystanek Alaska, od razu poczułem się jak ryba w wodzie. Na miejscu uderzyło mnie bardzo profesjonalne podejście uczestników do warsztatów. Wszyscy w skupieniu zajmowali się projektowaniem. Grupa, którą mi przydzielono też ciężko pracowała nad swoją grą i efekty tej pracy były bardzo dobre. Mnóstwo pomysłów, które bardzo szybko formowały się w jedną całość. Po kilku godzinach szlifowania prototypu można już było zagrać, a po pierwszej rozgrywce chciało się przeprowadzić kolejne. Gra cały czas ewoluowała, każdy chciał dodać coś od siebie. Zresztą od każdego stołu, przy którym zasiadali uczestnicy warsztatów, biła niesamowita twórcza energia. Oprócz ogrywania prototypów można było zagrać w bardzo dobre gry (niektórzy do rana terraformowali Marsa) oraz uczestniczyć w wykładach, które nawet starym wyjadaczom odświeżyły spojrzenie na pewne kwestie. Przede wszystkim jednak spotkałem znajomych projektantów gier i poznałem wielu nowych. Polecam Laboratorium wszystkim, którzy projektują lub chcą projektować gry.

Przemek Wojtkowiak, REBEL, blog ciekawegry.wordpress.com

Trzydniowy pobyt na Rebelatorium, pomimo zimna i dość spartańskich warunków okazał się dla mnie fantastycznym przeżyciem. Praca wśród tak zacnych kolegów trenerów z elementem rywalizacji o najlepszy projekt była niezwykłym wyzwaniem. Moja grupa dość długo lawirowała pomiędzy tematami, mechanikami i szukaniem pomysłów, by ostatecznie widząc kończący się czas i mając nad sobą mnie, ciągle niezadowolonego z efektów, wpadła na genialne rozwiązanie, tworząc jeden z dwóch zwycięskich projektów. Dzięki chłopaki – tworzyć z wami to była przyjemność.

Duże podziękowania należą się też Treflowi, którego zestawy do projektowania gier właściwie nie ograniczały żadnych naszych pomysłów. Ja z niecierpliwością czekam na drugą edycję i kolejną ekipę śmiałków, którzy zgodzą się ze mną pracować przez kilkanaście godzin. A że poprzeczka postawiona jest naprawdę wysoko …

Rafał Cywicki, Artifex Mundi

Przejechałem pół Polski, żeby dotrzeć na Rebelatorium (Kraków-Gdańsk-Kraków), spędziłem prawie dzień w pociągach i wziąłem dzień urlopu, żeby w ogóle to zmieścić w kalendarzu. I nie żałuję ani chwili.
Po pierwsze uczestnicy – zmotywowani, entuzjastyczni i towarzyscy. Widać, że prawdziwi fascynaci z planszowego poletka, z tysiącami godzin rozegranych gier na karku. Moja własna wiedza o rozmaitych planszówkach bledła, gdy omawiali tytuły, o których nawet nie słyszałem.
Obecność ludzi z branży – możliwość posłuchania mądrzejszych od siebie, zanurzenia się w realiach polskiego rynku, masa rad od kuchni i kontaktów. Jako nieopierzony wydawca (gry “Zaklinacze”), ale też doświadczony twórca (“Kingpin”, “Alcatraz: the Scapegoat”), stwierdzam, że to nieocenione źródło wiedzy.
Wyzwanie – zrobić dobrą grę w dwa dni. Nawet nie podejrzewałem, że tak fajny tytuł może powstać tak szybko. Jako trener dostałem super grupę i jestem megadumny z tego, co powstało. Gdy pracuję sam, skupiam się na własnych pomysłach. To ćwiczenie popchnęło mnie, żeby znów zacząć prototypować.
Warunki – mogło być cieplej, przytulniej i w ogóle, ale… przygoda niesamowita. W sterylnych i bezpiecznych warunkach pewnie nie wznieślibyśmy się na taki poziom kreatywności.
Podsumowując – pionku nieświęty, jak ja potrzebowałem takiego wyjazdu! Nie mogę doczekać się kolejnej edycji.

Krzysztof Szafrański, International Business Developer REBEL.pl

Od dawna marzyłem o imprezie, która połączyłaby nad stołami ludzi z różnych firm i przeciwnych stron “lustra” rynku wydawniczego. Przez lata ta idea dojrzewała i dopiero REBEL dał mi możliwość, aby ten pomysł zrealizować. Zebranie zgranej ekipy, która potrafiła zrozumieć ten pomysł i nadać mu ostateczny kształt to było pierwsze wyzwanie; mieliśmy problemy z przesunięciem terminu, a gorący czas przygotowań i start kampanii przypadł na czas mojego wyjazdu do Stanów. Jeszcze raz podziękuję gorąco Jesionowi, który utrzymał to wszystko na swoich barkach i jak lokomotywa dowiózł projekt do celu.

Kiedy poznałem Przystanek Alaska od razu poczułem, że to miejsce tętni pozytywną energią i stąd pomysł ulokowania naszej imprezy właśnie tam, z dala od zgiełku i prawie bez zasięgu telefonu. Wiedziałem, że po to właśnie ludzie tam przyjeżdżają i po to też wracają.

Same warsztaty przebiegły bezbłędnie i płynnie, wszyscy zarażeni pozytywną energią doskonale znaleźli swoje miejsce, inspirowali się wzajemnie i wymieniali dobrymi pomysłami.

Wierzę, że zobaczę się jeszcze raz z tą ekipą, a wy już sobie rezerwujcie weekend 10-12 marca, bo wtedy szykujemy dla was kolejną edycję Laboratorium Gier.

  • Martin

    Aha, tu mój pełny tekst (nie mieszczę się w 1000 znaków…):

    Udział w Rebelatorium był dla mnie fascynującym doświadczeniem, znacznie bogatszym, niż się tego z początku spodziewałem. A czego się spodziewałem? Nie mając pojęcia, jakiego rodzaju będziemy gościć uczestników… game jamu pod czujnym okiem weteranów polskiego światka gier planszowych. Aż tyle i tylko tyle.

    Zarówno uczestnicy, jak i organizatorzy, przerośli moje oczekiwania. Prelegenci – mieliśmy prelegentów! – przygotowali się bardzo rzetelnie i kto słuchał uważnie, ten przeskoczył kilka ślepych zaułków game designu. Uczestnicy – najróżniejsi, od „niedzielnych” graczy (mam nadzieję, że wybaczą mi to określenie) po starych wyjadaczy, planszówkowych bloggerów i mniejszych i większych wydawców – ale wszyscy pełni pasji do hobby i zapału do pracy. Przygotowane projekty – mniej lub bardziej udane, ale różne, intrygujące, często nowatorskie. Wszystko w atmosferze przyjacielskiego współzawodnictwa i kameraderii…

    W porządku. Wiem. Czyta się to jak broszurkę z warsztatów NLP. Wybaczcie. Po prostu dobrze się bawiłem. Zawarłem kilka znajomości, legitymizowałem długoletni cyfrowy bromance, mogłem sprawdzić się kreatywnie i pomóc innym zrobić to samo. Fajnie, nie? Ok, pozwólcie, że przejdę na swój zwyczajowy, lekko przekąśliwy (tak, jest takie słowo, sprawdźcie sami!) ton i opiszę kilka wrażeń ogólno-wyjazdowych.

    Gotowi? Ok. Po pierwsze, „Przystanek Alaska” poprawnie umieszcza w swojej nazwie słowo „Alaska”. Nie wiem, czy to wina jakichś powietrznych prądów, rzeźby terenu, bliskości jeziora albo starego słowiańskiego cmentarza, na którym ośrodek wzniesiono (z pewnością możemy zaadaptować ten trope?), ale noce były zimne. Ale tak serio zimne. Zimne na dwie koszulki, bluzę, śpiwór i koc. Dni należały do nas, ale noce… nie wiem, do Innych (czy odniesienia do „Gry o tron” są już passe?).

    Po drugie – i jest to rada, którą dzielę się z Wami zupełnie za darmo – zimny prysznic po zimnej nocy to zły pomysł. Ktoś powinien podzielić się z „Przystankiem Alaska” dobrodziejstwami cywilizacji, takimi jak uszczelnianie okien i ciepła woda. Just sayin.

    Po trzecie, i będzie to chyba jedyna prawdziwa krytyka, imprezie przydałby się wieczorowy wodzirej, który zintegrowałby co bardziej nieśmiałych wbrew ich woli, ale dla ich dobra. Wiecie, jakieś grupowe… gry? I zabawy? To nie powinno być trudne na wyjazdowym meetingu planszówkowym, a z pewnością przysłużyłoby się co bardziej pustelniczym jednostkom – wszak gry planszowe to czynność społeczna (itd. itp.).

    Ok. To tyle, z grubsza, na temat Rebelatorium moim okiem: mógłbym jeszcze opisać poszczególne projekty, koordynatorów i wybijające się z tłumu indywidua, ale myślę, że inni zrobią to lepiej i dokładniej. Ja tylko rzuciłbym niewybrednym żartem albo sarkastycznym komentarzem – all in good fun, ale nadal. Zresztą, zostawmy soczyste opisy na edycję drugą, kryptonim „Love Boat” (nikt jej tak nie nazywa; oprócz mnie).